6. Kościół (03.12)

O co chodzi Jezusowi?

Żeby świadomie przyjąć bierzmowanie, skupiamy się na nauce Jezusa. Zastanawiamy się, do czego On tak naprawdę zaprasza i dlaczego warto przyjąć Jego propozycję na życie.

A ważną częścią Jego przesłania jest Kościół. Jezus nie tylko chciał, żebyśmy kochali Boga jako naszego Ojca, nie tylko żebyśmy przestrzegali przykazań i byli miłosierni. Zależało Mu także na tym, żeby wszyscy Jego uczniowie stanowili jedną wspólnotę.

Pomysł na Kościół

Kościół jest więc pomysłem Jezusa. Jeśli czytamy Ewangelię, to zaproszenie do tej wspólnoty staje się oczywiste. W swojej działalności Jezus organizował instytucję Kościoła i tworzył jej strukturę. Najbardziej charakterystyczne fragmenty Ewangelii, które o tym mówią, to:

Ustanowienie Dwunastu (Mk 3, 13-19)

Potem wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

Modlitwa o jedność Kościoła (J 17, 1.20-21)

Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: „Ojcze, (…) Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał”.

Rola Kościoła (Mt 18, 15-20)

Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».

Nakaz misyjny (Mt 28, 19-20)

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».

Pierwsi chrześcijanie (Dz 2, 41-47)

Kościół to my

Często kiedy ktoś mówi słowo „Kościół”, to ma na myśli duchowieństwo: papieża, biskupów, księży. Nie ma w tym nic złego, ale trzeba pamiętać, że to duże uproszczenie. Fakt, Jezus podkreślał rolę wybranych apostołów, ich autorytet i władzę w Kościele. Ale to tylko dlatego, że ktoś musi wypełniać ważne zadania związane z głoszeniem Słowa Bożego, sprawowaniem sakramentów i organizowaniem wszystkiego.

Tak dokładnie Kościół to są wszyscy ludzie, którzy wierzą w Chrystusa, korzystają z sakramentów i uznają papieża jako następcę świętego Piotra. Kościół to wszyscy wierni, a nie tylko duchowni.

Dużo bardziej obrazowo i uczuciowo Kościół opisuje Daniel Ange w książce „Zraniony Pasterz”. Jeśli chcesz, przeczytaj ten fragment:

„Zraniony Pasterz” - fragment książki

(To krótka książka, która opowiada o młodym człowieku, z trudną historią życia. Spotyka Jezusa i odbywa z Nim duchową podróż. Ten dialog odbywa się pod koniec wspólnej przygody).

– Widzisz, po przejściu ciężkiej operacji, jest się nadal słabym. Trzeba długiej rekonwalescencji. Dopiero po zasadniczej kuracji poważnie chorzy odnajdują radość najprostszych rzeczy: ubierać się samemu, stać bez zawrotów głowy, zrobić parę kroków na dwór, patrzeć w niebo, zerwać kwiat, zobaczyć uśmiech słońca, poczuć łagodny powiew wiatru i po prostu oddychać: tak wiele darów, do których nie miało się prawa. Dla ciebie będzie to radość uczenia się miłości. (…) Powierzę cię braciom. Wybrałem ich dla ciebie. Są ubodzy jak ty i to jest właśnie moja rodzina: biedacy, którzy się kochają, aby mnie kochać, i uzdrawiać.

– Piękna jest ta Twoja rodzina!

– Nazywają ją Kościołem.

– Co? Kościół?… To sprawa księży i… forsy.

– Wybacz, to święto, gdzie wszyscy moi przyjaciele są zaproszeni do szczęścia! Bóg rozdaje na nim podarki, przekazując je z rąk do rąk! Przypomina to górski potok! (…) Tak właśnie Miłość dokończy cię uzdrawiać… Teraz ty z kolei będziesz odczuwał ten skurcz serca, tak jak ja, gdy zobaczyłem cię w Zawiejach, jak przechodzisz obojętny na taniec. W obliczu człowieka, który cierpi, będziesz cierpiał. Nie będziesz się mógł oprzeć krzykowi jego rany. Nie będziesz mógł się od niego odwrócić, nie odwracając się do mnie plecami, ani też przejść na drugą stronę ulicy, nie przechodząc obok mnie. (…)

– Mówiłeś mi, że będę wolny! A teraz, że zawsze będę zależny od innych!

– To wolność godzin, w których mnie kochasz. (…)

– Tylko być i patrzeć na cierpienie?

– Wraz ze mną uzdrawiać. Recepty już ci dałem: moje Imię, które przepala, mój krzyż w twoich ranach, moje przebaczenie w twoich ustach i wkrótce moje Ciało w twoim ciele. (…) Każdego poranka dam ci słowo, by pokrzepić strudzonego, jeśli każdego poranka postarasz się usłyszeć mój głos.

(…)

Każda twarz miała coś, nie-wiedzieć-co z Niego! Jak to powiedzieć? Tak, pewien odblask, pewne podobieństwo. U niektórych były to raczej oczy, u innych usta czy czoło, prawie u wszystkich uśmiech. (…) Zdawali się tak bardzo szczęśliwi, że jestem z nimi! (…) Powróciły mi w pamięci słowa Pasterza: To jest właśnie mój Kościół!

Potem brat przy ołtarzu z oczyma utkwionymi w bochenku chleba zawołał: „To On! To On! To On!”

Podchodził do każdego, kładąc kawałek chleba na wyciągnięte dłonie. Palący żar. Jakim cudem ciało nie zostało zwęglone? Ledwie ośmieliłem się podnieść chleb do ust, gdy w tej samej chwili w mojej piersi zaczęło bić inne serce, przybierając rytm mojego.

(…) Mówiłem sobie: „Jak mógłbym kiedykolwiek umrzeć z takim Ogniem w żyłach?”

Patrzyłem na nich – twarze promieniały od wewnątrz. Zapewne było to odbicie ognia, który przed chwilą otrzymali! Ach! Gdyby takie twarze mogły zajaśnieć w naszych wielkich miastach, rozproszyłyby się ich ciemności.

Być w Kościele, być Kościołem, a nie „chodzić do Kościoła”

Dlatego tak ważne jest, żeby utożsamiać się z Kościołem i aktywnie angażować się w jego działalność. Jeśli Twoja przynależność do Kościoła będzie ograniczała się do udziału w niedzielnej Mszy świętej, to będzie to trudne. A jeśli ktoś nie chodzi nawet na niedzielną Mszę, to zupełnie niemożliwe jest, żeby poznał Kościół, poczuł się jego częścią, żeby doświadczał działania Boga w Kościele i żeby rozumiał, dlaczego Jezusowi tak zależy na istnieniu Kościoła.

Jak można poczuć się Kościołem? Gdzie można doświadczyć jego wartości i piękna? Na przykład tak (przejrzyj wszystkie zdjęcia):

OCZYWIŚCIE NA MSZY ŚWIĘTEJ

OCZYWIŚCIE NA MSZY ŚWIĘTEJ

jeśli umiemy ją dobrze przeżyć

W RÓŻNYCH GRUPACH, WSPÓLNOTACH, RUCHACH

W RÓŻNYCH GRUPACH, WSPÓLNOTACH, RUCHACH

w małym gronie dobrze jest się modlić, poznawać Słowo Boże, wspierać

W AKCJACH CHARYTATYWNYCH

W AKCJACH CHARYTATYWNYCH

wspólnie realizujemy przykazanie miłości, pomagając potrzebującym

NA PIELGRZYMCE

NA PIELGRZYMCE

wspólny trud wędrowania połączony z modlitwą - zbliża nas do siebie

NA DUŻYCH EVENTACH

NA DUŻYCH EVENTACH

np. Światowe Dni Młodzieży, Lednica i inne zloty gromadzą setki, tysiące albo i setki tysięcy katolików

W WIELU INNYCH MIEJSCACH

W WIELU INNYCH MIEJSCACH

bo katolicy to różni ludzie i różne rzeczy robią

NA WIELE SPOSOBÓW

NA WIELE SPOSOBÓW

a nie wszystkie da się pokazać na zdjęciach

Kościół to nie sklep

Kościół nie funkcjonuje jak sklep albo punkt usługowy. Nie można do niego przyjść, dostać coś lub kupić i sobie pójść. Powiedzieć na przykład: „biorę w Kościele ślub, ale poza tym nie chcę mieć z nim nic wspólnego”. To by było bez sensu.

Wszystko, co robimy w Kościele (Msza święta, ślub, chrzest itd.), robimy jako członkowie tej wspólnoty – nie jako „klienci”. Uczestnicząc we wspólnych modlitwach albo przyjmując sakramenty, podpisujemy się pod tym, czym Kościół jest i co głosi. Szczególnie bierzmowanie to moment, kiedy świadomie potwierdzamy swoją przynależność.

Bierzmowanie – przeciwieństwo apostazji

Zdarza się, że jakiś katolik stwierdzi, że nie chce już należeć do Kościoła. Składa wtedy akt apostazji – dokument, w którym oficjalnie wyrzeka się Kościoła. Zdarza się nawet, że jakiś celebryta publicznie chwali się, że coś takiego zrobił.

Czasem jest to wyraz jakiegoś gniewu, niechęci lub wręcz nienawiści do Kościoła instytucjonalnego – np. reakcja na grzechy duchownych. Czasem jest to po prostu brak wiary. Ktoś został ochrzczony w dzieciństwie, ale nigdy nie przyjął Ewangelii i nie zgadza się z nauką katolicką. Powody są różne, w każdym razie są ludzie, którym zależy, żeby formalnie wyrazić, że nie chcą należeć do Kościoła.

Bierzmowanie jest dokładną odwrotnością apostazji. Przyjmując bierzmowanie wyrazisz formalnie, oficjalnie i publicznie, że chcesz należeć do Kościoła. Świadomie potwierdzisz to, co dokonało się na chrzcie bez Twojej świadomości i zgody. Wyrazisz gotowość, żeby traktować tę wspólnotę jako „swoje miejsce na ziemi” – swoją rodzinę.

Potwierdzenie

Skoro dotarłeś(aś) do końca, to proszę, daj mi znać, że zapoznałeś(aś) się z tymi materiałami. Napisz maila na adres: bierzmowanie.parafiakarczew@gmail.com.

Możesz dodać coś od siebie, np. czy Ci się podobało. Ale wystarczy sama informacja: “przeczytałem(am) materiały ze spotkania 6”.

Zrób to szczególnie jeśli nie było Cię na spotkaniu i czytasz te materiały dla zaliczenia tematu.